Refleksja o przyjaźni.

We mgle krakowskiego Rynku, otulonego miękkim światłem latarni pojawiła się w mojej głowie taka refleksja.

Przyjaźń bywa jak rzeka, o której myślimy, że płynie zawsze tym samym korytem. Wierzymy, że jej nurt jest stały.

Tymczasem rzeki mają swój żywioł: czasem zmieniają bieg, czasem wysychają, a czasem łączą się z innymi wodami, tworząc nowe strumienie.

My zaś stoimy na dawnym brzegu, wsłuchani w echo wspólnych śmiechów, które odbiło się od już nieistniejących skał.

Relacje, nawet te najgłębsze, podlegają prawu zmienności.

To, co było pewnym mostem, staje się cieniem we mgle. Ludzie zmieniają się niepostrzeżenie, czasem odchodzą w inne kierunki, innym razem zatracają się w nowych historiach. Odkrywają nowe lądy własnej duszy, a na tych lądach spotykają innych podróżników.

Najtrudniejsza prawda o przyjaźni – nie wystarczy jej chcieć. Potrzeba wzajemności. Nie da się uszczęśliwiać kogoś swoją obecnością, gdy druga strona już odeszła w myślach.

Nie zatrzymasz serca, które płynie dalej.
Możesz jedynie stanąć na brzegu i podziękować za chwilę wspólnego nurtu.

Nostalgia nie jest wrogiem – to strażniczka pamięci o pięknych chwilach. Pozwala nam czcić to, co minęło, bez obwiniania się, że nie przetrwało.